a posrednio Stalin ( bo przeciez on byl glownodowodzacym )
przecież chodziło raczej o szybkie zdobycie miasta i przy jak najmniejszych
stratach własnych - gdyby nie to, że była taka okazja i dostrzegł ją
inteligentny człowiek, to oficerowie sowieccy nie cackaliby się akurat z
Krakowem, skoro nie mieli takiego zwyczaju. Innym przykładem, że korzystali
z tego rodzaju okazji było np. zdobycie Wilna. A kolejnym, że nie zawsze tak
było - Mińsk Białoruski.
wg prof Roszkowskiego ( radio tok fm ) byl to Hans Frank ktory mial
slabosc do zabytkow Krakowa i postanowil nie bronic miasta za wszelka cene
Chyba sentyment do zabytków nie był tu decydujący, ale beznadziejność takiej
obrony, Frank nie był idiotą.
Gdyby nie jego postawa miasto zostalo by zniszczone ( " jak wiele innych
polskich miast " ) przez armie radziecka ( no pan prof. uzywa okreslenia
bardziej modnego - "sowiecka" )
Gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności. Podejrzewam, że postawa
pojedynczych ludzi ma tu niewiele do rzeczy. Co do "sowiecka" - czy masz,
Michale, jakieś emocjonalne opory przeciwko używaniu tego słowa? Przecież
jest to kalka z języka rosyjskiego?
czy poziom oklamywania histori w III i 3/4 RP osiagnal juz maksimum , czy
to jeszcze nie koniec ?
Myślę, że prawicowi historycy i dziennikarze pod tym względem są cieniasami
w porównaniu do ich odpowiedników z lewicy..
Moze jednak lepiej bedzie zeby Prezydent Putin wogole nie przylatywal do
takiej Polski
Pan Putin nie przylatuje do Polski, tylko do Auschwitz, nie powinniśmy o tym
zapominać. Gdyby nie ta rocznica, z całą pewnością by nas nie zaszczycił.
Trudno się zresztą dziwić - w końcu buduje on swoją politykę na sile nie ne
dyplomacji. Poza tym, obecnie nie ma z kim u nas rozmawiać - obecna władza
jest do szczętu skompromitowana i dogorywa w oczekiwaniu na wybory, sytuacja
w obozie opozycyjnym nie jest do końca jasna, zresztą prezydentowi nie
wypadałoby rozmawiać wyłącznie z premierem "gabinetu cieni", nawet gdyby
było jasne, kto nim jest. Ponadto, na obecnym etapie stosunków dwustronnych
nie bardzo jest o czym rozmawiać - dopiero w wiele miesięcy po wyborach,
kiedy już obie strony wypracują wzajemne stanowiska, będzie można myśleć o
organizowaniu takiej wizyty. Nie ma więc nad czym ronić sliozów, Michale,
nie teraz. Natomiast jeśli w Polsce zmieni się układ polityczny, a nowy rząd
przedstawi swoje założenia polityczne i gospodarcze i wtedy prezydent Putin
nie zechce podjąć rozmów o wzajemnych stosunkach - wtedy dopiero będzie
powód do zmartwień. Problem tylko w tym, żeby prezydent Putin doczekał do
tego momentu na obecnej pozycji, a to nie jest takie oczywiste.
T.