| Czego jak czego ale do takiej pomocy "bracia" czechoslowacy zawsze byli
| skorzy.
Biorąc pod uwagę historyczny bilans "incydentów/pomocy" polsko-
czechosłowackich z udziałem armii, który to NAS jednoznacznie stawia na
niewygodnej moralnie pozycji, powyższe odbijanie piłeczki na ich pole jest
żałosne i głupie. To MY byliśmy nie tylko "skorzy", ale to robiliśmy.
Jakos gdy walil sie "mur" to wojsko i WOP raczej pomagalo uciekinierom z
enerdowka w dostaniu sie do ich ambasady. Byly tez punkty pod opieka
ambasady RFN gdzie ci uciekinierzy tymczasowo sie meldowali i wlasnie u nas
chcieli dostac azyl aby uciec od swoich-:)).Co do tych ucieczek samolotami
to roznie bywalo,mnostwo samolotow z uciekinierami ladowalo na Tempelhof i
jakos nikt do nich nie strzelal ,wlaczajac w to mysliwce rosyjskie ktore
raczej nie musialy miec zgody na zestrzelenie goscia, moze ktos zna taki
wypadek.Ciekawe tez ze nie zestrzelono takiej malej awionetki ktora uciekla
az do Jugoslawi i tez do niej nie strzelano.Mam awersje do Czechoslowakow,
wystaczylo do nich zagadac po niemiecku i prawie rece lizali, po polsku w
ostatecznosci mozna bylo cos zalatwic.
. To była posłuszna, komunistyczna instytucja, w pełni gotowa - od
szeregowców do generałów - do skwapliwego wykonania KAŻDEGO rozkazu, jaki
by otrzymała. Niezależnie, czy przeciwko własnym obywatelom, czy
komukolwiek innemu.
Byly w czasie strajkow i wprowadzeniu stanu wojennego rozne reakcje
wojska,chodzilo to w ludzie na zasadzie legend, ktos z oficerow strzelal do
zolnierza i podobne. Byly tez odmowy strzelania do robotnikow w Gdyni, to
wojsko i tez myslalo.
juras